Take care of safety!

 

Coronavirus (COVID-19) poses a very serious threat to many people in the world. However, we can all help stop the danger. If possible, stay home to protect yourself and others.

If you want to learn more about the current situation and the recommendations of the World Health Organization (WHO) -> click <-

Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03/19/2010 in all areas

  1. 8 points
    90% :>> Jeszcze w grudniu dojdzie kilka rzeczy typu song, jakieś 49sh 30mm i kilka innych gratów fotki dodam jakoś przed samym sylwestrem
  2. 7 points
  3. 7 points
  4. 6 points
    Celowo pominąłem niektóre coroczne imprezy typu Pyromagic, Damy Ognia, czy sam Sylwester. Jeśli macie jakieś dobre relacje z tych eventów lub znacie inne ciekawe daty ze świata pokazów lub z życia polskiej pirosfery, miło jak dodacie. Jedziemy! Kroniki forumowe 2019 luty na forum pojawia się katalog firm marzec alepetarda.pl robi całkiem fajną promkę dla łowców posylwestrowych wyprzedaży, przy okazji staje się jednym ze sklepów “branych pod uwagę” przez forumowiczów marzec holenderski youtuber Ruben występujący pod kanałem xtremerides1 (nie mylić z innym jego kanałem xtremerides o wesołych miasteczkach) wraca na YouTube po tym jak w listopadzie 2018 zostaje zatrzymany przez policję, część jego filmików wraca, ale większość zostało skasowanych marzec 29 Triplex publikuje prace Pawła Lecha https://www.facebook.com/TriplexFajerwerki/photos/a.394646210559110/2380289518661426/?type=3&theater marzec 29 Fajerwerki Korsarz publikuje prace Pawła Lecha https://www.instagram.com/p/Bvl9Op8nNfD/?utm_source=ig_web_options_share_sheet&fbclid=IwAR2Q0j1guRD26xGFlGrTT84lGJYflR6Oa3rxMfC2acS6wz6P4lm6JaIwPII kwiecień 13 profil na facebook zakłada Fundacja Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej kwiecień 29 Mpiwowski zapowiada biletowane wesele z Japonką, ale nie wiadomo w którym roku, bo ciężko jest zaklepać salę weselną w miesiącu z literą “r” jak "rodzina" w nazwie lipiec forumfajerwerki.pl odwiedza miasto Liuyang w Chinach – największą wytwórnię fajerwerków na świecie lipiec 1 Jorge publikuje prace Pawła Lecha https://www.facebook.com/jorgefireworks/photos/a.569790886419781/2305297789535740/?type=3&theater lipiec 3 Fundacja Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej postuje na YouTube sondę uliczną https://www.youtube.com/watch?v=661bUCkmncM lipec 8 profil na facebook zakłada Fundacja Pozytywne Emocje sierpień 6 na YouTube pojawia się filmik z najlepszego dotychczas zlotu fanów piro (Pyromeeting in France 2019) z budżetem 35 tys. euro https://www.youtube.com/watch?v=AtZhg--8sog wrzesień 5 forumfajerwerki.pl pojawia się na prezentacji Jorge wrzesień 8 na Lotos Gdynia Aerobaltic Airshow do pokazu pirotechnicznego użyto samolotów https://www.youtube.com/watch?v=Td-o8T8HTRE październik na forum pojawia się tajemniczy sprzedawca rakiet, których nie ma już w sprzedaży październik na forum pojawia się tajemniczy członek elity, który na zdjęciu z legitymacji szkolnej ma szelkę 12” zamiast głowy październik 12 Mroczny postuje mema z Gretą Thunderberg, który zgarnia najwięcej śmiecholajków w 2019 roku listopad ktoś zakłada multikonta by minusować posty k4n4lia listopad HL wyjaśnia na chatboxie zasadę Sylwester365 listopad 5 Nakaja Art pojawia się w dokumencie “Europa z Powietrza” na National Geographic listopad 7 Fundacja Pozytywne Emocje udostępnia Certyfikat pozwalający strzelać przez cały rok w miejscach prywatnych https://www.facebook.com/fundacjapozytywneemocje/photos/a.1128298230701047/1184727691724767/?type=3&theater listopad 23 prywatne odkrycie - chociaż niektórzy znali już dużo wcześniej – Excalibur City, czyli czeski odpowiednik Osinowa Dolnego grudzień 8 kategoria pirotechniki CE 4 staje się nowym memem grudzień 27 arkafajerwerki.pl we współpracy z Pyrolligent oferuje możliwość wystrzelenia salwy wachlarzowej za pomocą aplikacji https://www.facebook.com/watch/?v=449847755926860 oraz możliwość zdalnego wystrzelenia profesjonalnych szelek za pomocą voucherów https://www.facebook.com/watch/?v=480654086217073
  5. 6 points
    Ponad 200 nowości pojawiło się na sklepie na sezon 2019 a wraz z nimi uzupełnione stany innych wyprzedanych produktów. Aktualnie pracujemy nad zdjęciami, filmami i opisami by zakupy sprawiały jeszcze większą przyjemność. Wierzymy, że stworzyliśmy ofertę, z której ponownie będziecie zadowoleni. Jeżeli jakiegoś produktu nie ma, na którym Wam zależało to jest to raczej: - pojawi się w późniejszym czasie, aktualnie go brak u importera - nie pojawi się w ogóle, może to już zabytek - po większej analizie uznaliśmy, że ten produkt po prostu w naszej opinii jest słaby i nie przeszedł przez sito selekcji PiroArt - mpiwowski cwaniak wykupił na przedsprzedaży Jak macie jakieś sugestie to walić śmiało. W tym roku nowości na rynku nie pojawiło się nie wiadomo ile, importerzy mają swoje większe/mniejsze problemy tak jak każdy w tej branży i to jest chyba główny powód
  6. 6 points
    No witam witam wszystkie zgodnie z obietnicą dodaje zdjęcie mojego staffu oczywiscie to jest tylko pierwsza część, planuje jeszcze dokupić jedną wyrzuteńkę w lidlu, pare rakiet no i tata chce kupić supernauta jakiegoś lub pare mniejszych także temat będzie aktualizowany !! zapraszam do oceny xDDDDDDDDDDDD BZ49S-6006 , FC20-56-2 Goldpalm-Blue Z , PXR215 Aurora , PXG201 Thunder Air Bomb , EP-K1130C12 Saturn Missiles Battery 100SH , TP4 Exploder 4 ps. mpiwowski mam nadzieje że się nie obrazisz aha i bardziej różowego prześcieradła nie miałem XDD
  7. 6 points
  8. 5 points
  9. 5 points
    Zapewne nie umknęło Waszej uwadze, że nasze środowisko zostało zaatakowane przez anty-fajerwerkowców – pseudo-ekologów i niby miłośników zwierząt. Udało im się skutecznie zablokować sylwestrowe pokazy w kilku większych miastach i przekonać ??? Jurka Owsiaka do rezygnacji ze „światełka”. Niestety, ale na tym się nie skończy ! Anty- już się zorientowali, że pomimo podjętej akcji, w Sylwestra, ale także przed i po, w całej Polsce, w każdym mieście i wsi, odpalono całą masę fajerwerków. Możemy być pewni, że podejmą próby wymuszenia urzędowych decyzji o zablokowaniu lub czasowym ograniczeniu sprzedaży fajerwerków, oraz wprowadzeniu stałego lub czasowego zakazu używania sztucznych ogni. Niestety, ale prawdopodobnie część sieci handlowych profilaktycznie zrezygnuje ze sprzedaży fajerwerków, podobnie jak z żywych karpi, aby zaprezentować się jako pro-ekologiczne, bo to teraz takie modne. Ponadto część klientów jest zdezorientowana, bo przez gadki w mediach nie mają pewności czy sprzedaż i używanie fajerwerków jest jeszcze legalne. To wszystko może w zagrozić stabilności całej branży. Znowu będziemy jeździć po fajerwerki za granicę, a pokazy oglądać wyłącznie w telewizji. Ponieważ wszelkie instytucje i urzędy reagują wyłącznie na głosy, które do nich docierają, nawet jeśli nie odzwierciadlają opinii większości, to bez podjęcia stosownych działań z naszej strony, możemy być pewni, że zakazy się pojawią. Stowarzyszenia pirotechniczne przygotowują pewne przeciwdziałania, ale ich realizacja wymaga sformalizowania i czasu, a tego mamy niestety niewiele, bo sezon letnich imprez plenerowych jest za progiem, a do kolejnego Sylwestra też już nie daleko. Na przykład, nie będzie pokazu pirotechnicznego na tegorocznych Wiankach w Warszawie, który oglądało corocznie około 100 tysięcy widzów. Nie będzie, bo tak zdecydowali urzędnicy, próbując w ten sposób pokazać, bez wysiłku i bez kosztów, że niby coś robią dla środowiska ! Kto im dał takie prawo ? Na pewno nie wyborcy, bo nikt ich nie pytał, czy się zgadzają aby ograniczyć im prawo do preferowanych form rozrywki ! Trzeba uświadomić naszym "przedstawicielom", że stając po stronie garstki w rzeczywistości stają przeciw większości. Rzucone w przestrzeń publiczną hasło - fajerwerki szkodzą środowisku, nie może być tak bezrefleksyjnie akceptowane ! Gdyby tak w rzeczywistości było, to wszystkie pro-ekologiczne społeczeństwa już dawno zakazałyby używania fajerwerków, a tak nie jest ! Ewentualne ograniczenia w różnych krajach wynikają wyłącznie z różnie zdefiniowanych zasad bezpieczeństwa. Prawie każda stolica, od Sydney do Rio de Janeiro, przywitała 2019 rok pokazem sztucznych ogni. Warszawa na tym tle wypadła wyjątkowo źle. Dowody dostępne na YouTube. Koleżanki i Koledzy ! Organizujcie się w socjal mediach i wywierajcie presję na lokalne samorządy, instytucje i urzędy. Pytajcie i żądajcie uzasadnionych odpowiedzi. Informujcie, wywołujcie dyskusje, argumentujcie za, przekonujcie ! Można w tym celu wykorzystać portale internetowe urzędów i instytucji kultury. Nie wystarczą pojedyncze głosy, czy wpisy, to musi być szeroka akcja interwencyjna. To być, albo nie być, dla rynku pirotechniki w Polsce !
  10. 5 points
    Witajcie, przepraszamy, że dopiero teraz, ale okres prezentacji, zamówień i kursowania po Polsce i Europie nie do końca sprzyja codziennemu zaglądaniu na forum, za co przepraszamy i obiecujemy poprawę! Do rzeczy ... Dużym firmom sytuacja znana jest już od dobrych pięciu lat. Od tego samego czasu też wielokrotnie apelujemy u wszystkich importerów, że trendy są jakie są i to od nich powinna wyjść inicjatywa by coś zacząć robić w kierunku zmian ponieważ o ile my możemy działać jako tako na rynkach lokalnych to nie mamy odbicia na rynku ogólnokrajowym. Nie oszukujmy się, ale nie wiele daje edukowanie przez nas ludzi tu na miejscu jeśli zewsząd zalewani są nieprawidłowymi informacjami w mediach (już od wielu lat), że używanie pirotechniki jest dozwolone tylko kilka dni w roku! Nie wiele pomaga to, że w urzędach tłumaczymy ludziom, że to nie prawda, skoro zaraz ktoś w wiadomościach (sic!) trąbi, że hola hola fajerwerki są nielegalne. Z tym, jako hurtownicy duzi czy mali nie mamy szansy bo robienie ogólnokrajowych kampanii - które należałoby zrobić - to są koszta nie na nasze budżety. Poza tym jeśli widzi się wieloletnią ignorancję tematu na samej górze pod wyżej już wspomnianym "jakoś to będzie" to w ludziach zaczyna kiełkować postawa - jeśli wam nie zależy to czemu ma zależeć nam bardziej? Cieszymy się, że powstaje Fundacja, lepiej późno niż wcale ... Jednakże na tym etapie wydaje się nam, że jest trochę za późno? Dlaczego? Dlatego, że na chwilę obecną nie używanie fajerwerków zrobiło się już trendem społecznym. Nie jest to dopiero kiełkująca idea, ale już funkcjonujący byt. Z tym walczyć jest już ciężko. O ile na samym początku było miejsce na kampanie edukacyjne, które mogły obalać mity i uczyć bezpiecznych zachowań to teraz już jakakolwiek próba działania i zmiany świadomości społecznej w tym kierunku będzie rozdmuchiwana jako lobbing branży pirotechnicznej mający na celu nie bezpieczeństwo i dobro społeczne, ale zysk ekonomiczny. Na dzień dobry będzie przyszyta łatka "tych złych". W tym temacie na naszą ogromną niekorzyść działają też YouTuberzy, ale tutaj na pewno każdy z Was ma już wyrobione swoje zdanie i nie ma co strzępić klawiatury Mamy wyciągniętą rękę ze strony importerów, teraz należy zakasać rękawy i jak najszybciej wspólnie zabrać się do pracy bo odnosząc się do kilku postów wcześniej: w tym kraju mieliśmy już nierealne ustawy podpisywane w środku nocy bez żadnych konsultacji społecznych i słowo "niemożliwe" nie do końca ma odniesienie do rzeczywistości. Czasu mamy nie wiele, a do stracenia dużo. Żeby nie było tak pesymistycznie na koniec to oczywiście jest jeszcze spore pole do manewru, ale pracy należy wykonać kilkukrotnie więcej w trybie wprost natychmiastowym i prowadzone powinno być to przez profesjonalistów w dziedzinie zarządzania kryzysowego a nie do końca nas pirotechników. My posiadamy wiedzę i kilkudziesięcioletnie doświadczenie z fajerwerkami, ale łatanie kryzysów PRowych to raczej nie nasza dziedzina .
  11. 5 points
    Szanowni Państwo, Z uwagi sygnalizowaną przez naszych klientów potrzebę podjęcia działań poprawiających wizerunek branży pirotechnicznej oraz wdrożenia działań blokujących radykalizację przepisów normujących szeroko pojęte obchodzenie się z wyrobami pirotechnicznymi widowiskowymi, firmy Jorge, Super Power oraz Triplex postanowiły powołać do życia Fundację Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej. Działalność tej Fundacji będzie mieć na celu: • Rozwijanie świadomości społecznej w zakresie bezpiecznego użytkowania materiałów pirotechnicznych; • Upowszechnianie, rozwijanie i promowanie materiałów pirotechnicznych; • Popularyzację wiedzy na temat materiałów pirotechnicznych oraz ich historii; • Doradztwo i pomoc organizacyjna oraz szkolenie kadr innych podmiotów zainteresowanych działalnością Fundacji; • Podnoszenie świadomości społecznej w zakresie wpływu materiałów pirotechnicznych na środowisko; • Popularyzację, wspieranie oraz rozwój branży pirotechnicznej; • Reprezentowanie, ochronę praw i interesów innych podmiotów zainteresowanych działalnością Fundacji; • Pomoc w rozwoju pasji osób młodych w celu świadomego kierowania swoim życiem; • Kontynuowanie tradycji celebrowania okazji przy użyciu materiałów pirotechnicznych; • Aktywizację społeczną i wspieranie postaw współdziałania i dobrej oraz bezpiecznej zabawy z użyciem materiałów pirotechnicznych. Zdajemy sobie jednak sprawę, że w działania mające na celu poprawę wizerunku branży pirotechnicznej chce się włączyć wielu innych importerów i dystrybutorów pirotechniki. Wszystkim nam przyświecają wspólne cele, wychodzimy więc z propozycją dołączenia do prac Fundacji każdego, kto chce mieć wkład w ten proces. Wszelkie dotacje będą mile widziane – pamiętajmy bowiem, że sytuacja wymaga zjednoczenia się całej branży, w końcu każda z firm, niezależnie od profilu działalności, będzie beneficjentem działań Fundacji. W celu uzyskania szczegółowych informacji prosimy o kontakt z przedstawicielami firm Jorge, Super Power lub Triplex.
  12. 4 points
    Postanowiłem zrobić ten informacyjny temat by od tej pory fajerwerkowe sklepy internetowe wiedziały jakich produktów oczekują od nich klienci (przynajmniej ci bardziej wtajemniczeni hehe). Być może faktycznie nasze forum jest tutaj niszowe i nie zakupimy takich ilości co Janusze z bazaru, lecz jeśli np. mam ochotę wziąć karton danej kostki, to czemu niby taki sklep przy okazji miałby nie ściągnąć jednego takowego kartonu? Czysty zysk z gwarancją kupna. Mam nadzieję, że chociaż część z tych propozycji zostałaby zrealizowana. Ja np. bardzo chętnie kupiłbym tą wyrzutnię w ilości 3 sztuk. Jest już dostępna na rynku czeskim, pakowanie 4/1. Czy któryś ze sklepów będzie chciał chociaż ściągnąć 1 karton tej kostki? O to jest pytanie. Po to powstał ten temat, może ktoś się skusi to zrobić.
  13. 4 points
  14. 4 points
    Pewie pan od machonego ten za 300 też chciał. Tutaj dzieci nie ma, nie układamy sobie życia za fajerwerki.
  15. 4 points
    Chciałbym bardzo podziękować PuMeXowi, KrychFire i Mpiwowskiemu za fantastyczne spotkanie. Chłopaki włożyli w przygotowania naprawdę całe swoje serce. Patryk Tobie w szczególności za mega pokaz noworoczny. Wyszło Ci naprawdę za***iście. Piotr Tobie jak zawsze za rewelacyjne nagranie. Pamiątka na całe życie Dziękuję Krystianowi za wspólny projekt sylwestrowego pokazu. Mimo problemów z jakimi przyszło nam się zmierzyć jesteśmy bardzo zadowoleni z tego jak wyszło. Udało się strzelić chwilę po północy. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Niektóre kostki powinny lecieć po dwie. Część ważnych sekwencji nie odpaliło w całości. Najbardziej zabolał brak czterech XB3007 final cake brokatowych jednocześnie. Tak czy siak jak na jeden z naszych pierwszych dużych pokazów to uważamy go za bardzo udany. Najważniejsze to wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów i działać dalej. Reakcja bardzo licznej widowni po finale to było coś nie do opisania
  16. 4 points
    Sprzedam moździerze THUNDER KING Sprzedam moździerze THUNDER KING W zestawie -rura do pocisków -6 pocisków efektowych Bardzo piękne efekty cena 210zł + wysyłka 16zł Jak ktoś chce kupić pisać kom
  17. 4 points
    Może i dobrze że tu nie zaglądałeś
  18. 4 points
    ThunderBerg Global Warming HOW DARE YOU!!!!!??????
  19. 4 points
    Już wytestowany Super efekty gęste i wielkie o niebo lepsze niż cylindry SP i do tego świetny huk, polecam
  20. 4 points
  21. 4 points
    Faktycznie, gdy się analizuje sytuację to widać, że źródeł obecnego problemu jest wiele. Na przykład: 1/ głupota niektórych "fanów" fajerwerków, załóżmy że wynikająca z ich młodego wieku, a nie wrodzona, którzy katują sąsiadów hukiem petard, jakby faktycznie chcieli przegnać jakieś okoliczne demony. Niestety, wspierają ich niektórzy dystrybutorzy, oferując skrajnie duże i niebezpieczne petardy. To właśnie rodzi niechęć do fajerwerków w niektórych środowiskach np. u właścicieli psów. 2/ wszelkiej maści urzędnicy, samorządowcy, działacze szukają tematów, na których łatwo się wybić. Fajerwerki idealnie się do tego nadają, bo mają swoich przeciwników, na których można się powołać. Poza tym urzędnikom często pasuje, że fajerwerki są be, bo można je wyciąć z programu imprezy, zaoszczędzić sobie pracy i trochę kasy. Jak się jeszcze zadeklaruje, że zaoszczędzone pieniądze pójdą np. na głodne dzieci, to można w kolejnych wyborach trafić klika punktów więcej. 3/ nie wiem dlaczego, może to kwestia 50 lat komuny, ale nasze społeczeństwo jest w większości absolutnie bierne, nie próbuje walczyć o swoje, bierze to co mu łaskawie władza daje, i jeszcze się jej nisko kłania. No chyba, że czegoś nie dostanie, to wtedy pomstuje, ale zapał ma niewielki i szybko mu przechodzi. Dlatego gdy jakaś nawet mała grupa, jak anty-fajerwerkowcy, jednak się postawi to władza idzie jej na rękę byle mieć spokój. itd. itp. Dlatego, tak jak uprzednio napisałem, jedynym sposobem zatrzymania obecnego fatalnego dla nas trendu, jest współdziałanie, budowanie pozytywnego wizerunku, i naciskanie na urzędy. Pokaz sztucznych ogni w Sylwestra jest standardem na świecie. W tysiącach miejsc na odbywają się cyklicznie pokazy, festiwale i konkursy pirotechniczne. Praktycznie żadne większe wydarzenie np. sportowe nie odbywa się bez fajerwerków. Pamiętam czasy gdy jedyne pokazy w Polsce wykonywali smutni panowie bez palców z Kupskiego Młynu. Nie chcę aby one wróciły i Wam tego nie życzę
  22. 4 points
    Również nie jestem oszołomem i zawsze staram się mieć wyważoną opinię, poznać argumenty dwóch stron, ale uważam że niechęć do Kościoła i kleru jest zdecydowanie przesadzona. Owszem, zdarzają się karygodne przypadki niemoralnych zachowań i słów, ale takie postawy nie są przez nikogo aprobowane i spotykają się z mocnym sprzeciwem także po stronie Kościoła, który stał się ofiarą medialnej nagonki. Wielu ludzi widzi tylko to, co chce widzieć, a przymyka oko na wielość wspaniałych inicjatyw, akcje charytatywne, prowadzenie nieodpłatnych poradni rodzinnych, wspieranie ludzi doświadczonych życiowo, od których często wszyscy się odwracają. W Afryce Kościół prowadzi ponad 1200 szpitali, niemal 15 tysięcy szkół i przedszkoli, gdzie pomaga się ludziom wyjść z nieszczęścia analfabetyzmu, ponad 6000 przychodni lekarskich. To jest realna pomoc, a nie hashtagi albo lajki na Facebooku. A jak chodzi o pieniądze, to utrzymanie kościoła i parafii też swoje kosztuje. Zdarzają się owszem księża pazerni (choć nigdy takiego nie spotkałem), ale to naprawdę kropla w morzu. W mojej parafii na przykład księża nie przyjmują ofiary podczas kolędy jeśli widzą że ktoś żyje w trudnych warunkach albo ledwie wiąże koniec z końcem pod względem finansowym. Nagonka na Kościół jest jak rasizm, bo opiera się na krzywdzących uogólnieniach, a z drugiej strony może być swobodnie prowadzona, bo po drugiej stronie niewielu jest ludzi którzy potrafią wypowiedzieć stanowczy "sprzeciw"... I zanim powiecie że Kościół jest mafią, to pomyślcie jakim był wsparciem dla naszego narodu w czasach np. komunizmu, kiedy praktycznie głównym punktem oporu były kościoły. Jestem katolikiem co nie przeszkadza mi w zdobywaniu wiedzy, doświadczeń, zgłębianiu np. kosmosu, świata itp. I wierzę że życie nie kończy się w chwili śmierci.
  23. 4 points
    Witam, Przesyłam pracę na konkurs. Jako, że forum pirotechniczne, to chciałem jakoś wykorzystać także pirotechnikę do tego. Wrzucam to jako gif i to z tym znakiem wodnym, bo wszystko inne mi zwyczajnie nie udaje się wgrać.. Posiadam normalny film, w lepszej jakości, ale jest za duży rozmiar ( mogę go ewentualnie wysłać na maila)
  24. 4 points
    Rodzice na całym świecie są często dręczeni pytaniem, skąd się wzięły. Ja poszedłem krok dalej i zadałem sobie pytanie o to, skąd wzięli się najbardziej elitarni piromaniacy.
  25. 4 points
    31 grudnia 2017 – dziwny był to dzień – najbardziej wyczekiwana premiera roku Poniższa relacja jest nieprzyzwoicie długa. Pisałem w niej jednak o wszystkim – o tym co robiłem i co czułem. Tu nie ma ani słowa fikcji, wszystko przeze mnie opisane zdarzyło się naprawdę, w taki sposób, jaki poniżej opisuję. Mam nadzieję że czytanie mojej pracy udzieli Ci choć trochę tego pięknego nastroju, bez względu na to w jakim czasie to czytasz. Po upływie kolejnych miesięcy niesezonu, mój pirotechniczny zapał nie wyczerpał się. Przez ciągnący się czas bardzo udanego 2017 roku, doświadczyłem wielu ważnych, jak również niezwykle miłych spraw. W życiu nieustannie coś się zmienia, co w połączeniu z lepszym wykorzystaniem czasu, nad czym starałem i staram się pracować, dało oczekiwany efekt. Kolejny rok mogę uznać za bardzo udany i zasługujący na dobre wspominanie. Liczne przygody, doświadczenia i rozmyślania nie przesłoniły jednak tego, co z pozoru trwa przez dwa dni, a jednak angażuje myśli na długo przed i na długo po. Kalendarz nie jest jednak naiwny i nie da się go oszukać. Aby wytrwać do Sylwestra, trzeba było długo poczekać. Kiedy nadeszła wigilia tego święta, trudno było mi uwierzyć w to, że jeden z moich dwóch ulubionych dni w roku jest już o krok ode mnie. Tego dnia, aby umilić sobie czas, planowałem swoje sylwestrowe zajęcia na świeżym powietrzu. Warunki do tego były idealne. Na bezchmurnym, intensywnie błękitnym niebie połyskiwało słońce, oświetlające kilkucentymetrową pokrywę śnieżną, która powstała w wyniku opadów w nocy z 28 na 29 grudnia. Wokół było słychać pojedyncze, nieśmiałe eksplozje, które przybrały na sile po wieczornym zwycięstwie Kamila Stocha w Oberstdorfie. W sielance przeszkadzało mi tylko jedno – pogoda. Choć tego dnia była ona taka, jaką możnaby sobie wymarzyć, według prognoz miała zmienić się na gorsze. Przewidywano całkowite zachmurzenie i opady. Wprawdzie odsłona modelu GFS z sobotniego południa oraz Mpiwowski zakładali przelotne opady jedynie wcześnie rano, jednak wieczorna aktualizacja prognozy mówiła już o opadach mających trwać aż po zmrok. Mimo braku zupełnego spokoju, zasnąłem zaskakująco szybko, bez problemów takich jak w poprzednich latach (czyżbym w końcu dojrzewał?). Sen był jednak płytki, o czym świadczy fakt, iż zostałem zbudzony przez dzwony odległego o ponad dwa kilometry kościoła dokładnie o 6 rano. Rozpoczął się kolejny Sylwester w moim życiu. Przez głowę przemkło mi, że to dziś, jednak pomimo podekscytowania zdecydowałem jeszcze trochę poleżeć i popisać coś na forum. Uprzednio wyjrzałem jednak przez okno. Było jeszcze zupełnie ciemno. Gdyby nie wiszące pod niebem chmury, być może stojąc przy innym oknie, zobaczyłbym brzask. Zwróciłem też uwagę na to, że śniegu jest delikatnie mniej niż jeszcze wieczorem. Wprawdzie śnieg w Sylwestra nie jest dla mnie szczególnie ważnym elementem pogody i jest jedynie dodatkiem, nie dominantą klimatu, jednak życzyłem sobie, by odwilż trochę go oszczędziła. Trochę pechowo wyszło, bo jeszcze wczoraj było sporo śniegu, a niebo było zupełnie czyste, pozbawione nawet charakterystycznych zimowych stratusów. Optymizmem nie nastrajał też odgłos przejeżdżającego ponad cztery kilometry dalej porannego pociągu, co świadczyło o dużej wilgotności powietrza. Postanowiłem popisać coś na forum, rozruszać śpiące jeszcze towarzystwo na shoutboxie, kiedy nagle, po około dziesięciu minutach, usłyszałem za oknem tajemniczy szum. Przez sekundę zastanawiałem się co to może być, aż przez myśl przeszło mi: „Niech to nie będzie to czego się obawiam!” Uchyliłem okno i wszystko stało się jasne. Pada deszcz. Nie była to mżawka ani pojedyncze krople, lecz regularny, „jesienny” opad. Po około dziesięciu minutach niepokoju deszcz na szczęście ustał. Na dworze zaczynało stopniowo jaśnieć. Mogłem już odróżnić niską chmurę, która chwilę wcześniej odżywiła ziemię wodą, od chmur po których nie spodziewałem się niechcianych incydentów. Około godziny 6:50 usłyszałem pierwszy odległy wystrzał, a chwilę później następny. Sytuacja na niebie się normalizowała, dodatkowo nie zauważałem wiatru, co pozwalało mieć nadzieję na pogodny dzień i co najważniejsze – noc. Nieco spokojniejszy zebrałem się. O 7:40 przez okno poleciała moja pierwsza tego dnia petarda – K1 od Gaoo. Tak symbolicznie, żeby nikogo nie budzić, ale zainaugurować dzień pełen zabaw i upewnić samego siebie o tym, że to dziś. Pierwsze koty za płoty i cały świat ma już tylko plusy dodatnie, jak zwykł mawiać jeden z naszych byłych prezydentów. Kiedy miałem już wychodzić, deszcz niestety puścił się na nowo. Napisałem z pretensjami do Mpika, że nie pilnuje mi pogody, on jednak uspokoił, że w późniejszym czasie nie będę miał się o co bać. Z dawką nadziei założyłem że będzie już tylko lepiej. Myliłem się, ale o tym będzie później… Po powrocie do domu, pełen energii, umówiony z piropiotrem223 na pierwsze strzelanie, po raz ostatni zerknąłem na moje fajerwerki ułożone w komplecie, po czym dokonałem dezintegracji zestawu. Petardy, jakich postanowiłem wypróbować razem z nim, odłożyłem do plecaka, po czym wsiadłem w samochód i udałem się po pierwszą sylwestrową przygodę. W drodze zza chmur wyjrzało słońce, które z racji swojego położenia na nieboskłonie, raziło mnie w oczy. Jazda z opuszczoną „roletką” nie jest może zbyt przyjemna, ale pojawienie się słońca nastrajało optymizmem. Ruch na drogach był o tej porze wciąż bardzo mały i po dziesięciu minutach zjawiłem się przed domem Piotrka. Było krótko po dziesiątej. Już prawie nie było tam śniegu, choć kiedy wyjeżdżałem ze swojego domu, u siebie miałem go jeszcze prawie wszędzie. Jeszcze przed zaczęciem odpalania petard poszliśmy na chwilę do środka, gdzie Piotrek pokazał mi kompletny zestaw swojej pirotechniki, który wyglądał nad wyraz imponująco, ugościł pysznym ciasteczkiem (a nawet dwoma) i razem ze mną dokonał trudnego wyboru – co bierzemy teraz, a na co czas przyjdzie później. Po chwili narady i nagraniu wstępu do filmiku na kanał, w bardzo podniosłym nastroju zebraliśmy nawet więcej niż początkowo planowaliśmy. Efekt był taki, że prócz mojego pełnego plecaka, zaopatrzyliśmy się też w taką ilość hukowców, że nie sposób było przenosić ich inaczej niż w małym kartoniku. Wyszliśmy na dwór, niewielkie pole tuż za ogrodzeniem i tak zaczęło się moje pierwsze strzelanie, w którym pomagały niestandardowe metody odpalania, jak pirotechniczne sznury i trociczki. Pora obudzić okolicę. Na pierwszy rzut poszedł karabinek Lady Cracker od Tropica, z dramatycznie krótkim zapłonem. Rzucać nie zalecam, chyba że pośpieszne wyrzucanie macie już wyćwiczone do perfekcji. Później, po zawieszeniu plecaków na płocie, zaczęło się mieszanie różnych gatunków petard – od tych najmniejszych począwszy. Mimo wszystko nie warto wkładać korsarzy w wilgotną, grząską ziemię, bo wspomniana petarda zdołała obrzucić nas odłamkami gruntu. Odsunąłem się trochę dalej niż mój towarzysz, lecz i tak dostałem lepką ziemią. Po pierwszym nie do końca udanym doświadczeniu przenieśliśmy się trochę dalej, gdzie nasza rozrywka weszła na wyższy poziom. Wystrzeliliśmy pierwsze Crazy Roboty, Matabrujasy i inne emitery, po to by po zachwyceniu się ogłuszającym hukiem porównać wielkość pozostawionych przezeń kraterów. Dzięki dosyć wysokiej, nieskoszonej trawie, można było przykryć pozostawione dziury w ziemi i tym samym zatuszować „ślady zbrodni”. Zabawa trwała w najlepsze, petardy zaczynały znikać i po chwili inni zaczęli nam odpowiadać dalekimi wystrzałami, choć zdarzyło się również kilka pobliskich. Karabinki z emiterami, ogromna różnorodność petard i świadomość upływającego czasu, stwarzały bardzo miły nastrój. Niepokoił jedynie lekko wzmagający się wiatr. Po około dwudziestu minutach z najbliższego domu, który i tak znajdował się jednak w pewnej odległości wyszedł pan i poprosił nas, byśmy odeszli nieco dalej, bo jego psy w środku się boją (znajomy scenariusz, nieprawdaż?). Skomentuję to tak – takich ludzi nam trzeba. Być może wspomniany człowiek nie przepada za wystrzałami, ale potrafił załatwić sprawę na poziomie – bez krzyków, klęcia i grożenia. Przesunęliśmy się kilkaset metrów w kierunku mostka spinającego dwa brzegi małego potoku. To miejsce jest najbardziej oddalone od domów w okolicy. Stojąc na brzegu, za sobą mieliśmy jeszcze spory kawałek łąki i kilka domów, a po drugiej stronie pustkowie, którym można dojść do innej, położonej nieco wyżej, dzielnicy. Wprawdzie jeden dom znajdował się dość blisko, jednak z jego strony nie spotkaliśmy się z żadną dezaprobatą, a wręcz przeciwnie – z zainteresowaniem małej dziewczynki, która wyszła na podwórko i podziwiała nasz sposób świętowania. Można było czuć się bezpiecznie. Teraz w ruch poszło więcej emiterów dźwięku i innych petard, które wrzucone pod mostek sprawiały że dzwoniło w uszach, a ziemia się trzęsła. We wspomnianym mostku jest niewielka dziura, przez którą można spuszczać petardy (nazwaliśmy ją „szybką windą”). Kilkakrotnie detonacje były wystarczająco mocne, aby wzburzona woda podleciała aż do tego otworu. Piotrek zachęcał mnie, żebym stanął na mostku i poczuł jak w chwili wybuchu drży ziemia, ale nie chciałem być ochlapany. Podobało mi się wszystko, ale chyba największe wrażenie zrobił na mnie single shot z wyrzutni hukowej. Ten bas i chmura przypominająca tą powstającą przy przekraczaniu prędkości dźwięku przez nieodżałowane Concorde’y, to coś zupełnie innego niż wybuchy naziemne. Pewnego razu Piotrek postawił go w taki sposób, że wystrzelony pocisk pod lekkim kątem spadł na taflę wody, i odbił się od niej jak puszczana kaczka, po czym nastąpił wybuch. Kto tego nie widział, ten może nie uwierzyć, ale to stało się naprawdę. Rzucanie trójkątnych petard w powietrze, które po poprzednim Sylwestrze bardzo polubiłem, nie przynosiło oczekiwanego efektu, ponieważ wiatr zwiewał je albo w naszą stronę, albo prosto do potoku (kilka z nich mimo wszystko zadziałało). Z odległego kościoła dochodziły do nas dźwięki kolęd, co zainspirowało nas nawet do podjęcia prób wokalnych. Jesteśmy wszechstronnie utalentowani. Mimo niewielkiej mocy, dużo radości sprawiało nam nawet zwykłe strzelanie najsłabszymi siarkowymi petardami i Salute Crackerami, które były pierwszymi tego dnia wyrobami, powodującymi efekt na niebie (trzeba tylko podrzucić odpowiednio wysoko). Odpalałem też często po dwie czterostrzałowe petardy Tiger Thunder, licząc potem ile strzałów dało radę, a ile razy wyrób zawiódł. Mieliśmy ich na tyle dużo, że wiele stanowiło część składową licznych karabinków. Pod koniec strzelania wymyśleliśmy nową dyscyplinę olimpijską, jaką jest odpalanie paczki Piccolo na czas, porównywaliśmy flary, oddaliśmy się marzeniom dotyczącym nadchodzącej nocy i miło rozmawialiśmy w świetle nagrywającej wszystko kamery Piotrka, dzięki czemu część tego strzelania możecie zobaczyć na kanale TCPT. Na około pięć minut przed skończeniem zabawy przypomnieliśmy sobie jeszcze o gwiżdżących rakietkach, które oparte o kamień, wykonywały prawdziwe ewolucje w powietrzu. Łąka stała się naszą arkadią, w moich myślach już powoli podsumowywałem pierwszą zasadniczą część upragnionego Sylwestra, klasyfikując ją jako wyjątkowo udaną. Cała należała do nas i wszystko przebiegało po naszej myśli. Czas upłynął bardzo miło i nieco ponad godzina zabawy przeszła w okamgnieniu. Było około 12:40 i miałem zamiar zbierać się na powrót. Zależało mi na powrocie do godziny trzynastej, bo miałem jeszcze trochę planów na popołudnie przed zachodem słońca (w tym dniu każda minuta się liczy, wiem że jeśli nie wykonam swojego planu w stu procentach, będę niespełniony) lecz ostatecznie wydłużyłem sobie ten czas o kwadrans. Na sam koniec postanowiliśmy bowiem jeszcze puścić kilka karabinków, ostatniego emitera na huczny finał i do domu. Gdybyśmy odpuścili sobie te karabinki… byłoby idealnie… Nadchodził definitywny koniec strzelania, z zapasów już niemal nic nie zostało, więc myślami byłem już przy tym, co dopiero ma nastąpić. Nic nie zapowiadało, że coś przeszkodzi moim perfekcjonistycznym planom. Nagle oderwałem wzrok od Piotrka szykującego już chyba ostatni karabinek, odwróciłem się i w oddali zobaczyłem faceta z żoną i dwoma psami. Podczas strzelania zdarzyło się, że tamtą drogą przeszedł jakiś spacerowicz, ale słusznie nic sobie z tego nie robiłem. Tym razem jednak mój szósty zmysł podsunął mi pod myśl czarny scenariusz. Tam idą psy, nawet dwa, a nie od dzisiaj wiadomo że miłośnicy czworonogów za nami nie przepadają. Byli akurat na rozwidleniu polnych dróg i zanim poinformowawszy Piotrka zdążyliśmy podjąć jakąkolwiek decyzję, skręcili w naszą stronę, odcinając drogę ewentualnej ucieczki. Na wszelki wypadek zasunąłem plecak, z którego nadal prześwitywały niedokończone paczki petard i pomogłem Piotrkowi się spakować, modląc się w myśli, by idący na przedzie gość nie okazał się chamem. Poczułem stres, a w głowie zaświtało mi mnóstwo odruchów – zarówno optymistycznych, jak i tych niechcianych. Myślałem o ewakuacji w chaszcze po drugiej stronie mostku, po to by chwilę później ganić samego siebie myślą o tym, że przecież jest Sylwester i nic złego nie może mi się stać. Zapanowała chwila grobowej ciszy, mąconej tylko dźwiękiem zbliżających się kroków. Mimo trzymania nerwów na wodzy, kiedy byliśmy już blisko, odezwałem się pierwszy, jak gdyby nigdy nic pytając czy już przestać strzelać. Sekundę później padło pierwsze pytanie, czy jesteśmy normalni (w rzeczywistości brzmiało trochę inaczej, ale nie będę cytował, bo nie lubię wulgarności) i idący na przedzie przyśpieszył z telefonem na wierzchu i nienawiścią wymalowaną na twarzy. Facet pogroził że nagra całe zajście („dobrze, no fajnie, to się nakręćmy”), i zaczął przystawiać się do Piotrka. Na całe szczęście obyło się bez wyzwisk, ale wyżej wymienionemu panu kultura wypowiedzi jest chyba obca. W nerwach zarzucił piropiotrowi223, że straszy bażanty, psy i sarny (nie widzieliśmy ani jednego wystraszonego zwierzęcia choć bacznie obserwowaliśmy otoczenie), a na jego słuszne argumenty odpowiadał brakiem argumentów (zupełnie jak słynne „nie chce mi się z tobą gadać” wypowiadane przez Franza Maurera w filmie „Psy”) i narastającą agresją, zupełnie ślepą na przytaczane przez nas fakty. W kieszeni miał kastet. Zdecydowałem się grać na dwa fronty i poszedłem w kierunku żony jegomościa, która stała kawałek dalej. Jeszcze raz usłyszałem pytanie czy dobrze się czujemy (oczywiście w zmienionej formie), ale kiedy zacząłem odpowiadać na gniew opanowaniem i kulturą, moja rozmówczyni się uspokoiła i dało się z nią porozmawiać. Chociaż byłem przekonany o tym, że strzelając w Sylwestra, nie robimy nic złego, przeprosiłem, wytłumaczyłem całość i zaapelowałem o niepoddawanie się negatywnym emocjom. Nie chciałem „kozaczyć” ani bronić swojego zdania za wszelką cenę, bo słysząc napastnika, który nadal denerwował się na przyjaciela i chciał go sprowokować niczym jeden ze słusznie zbanowanych forumowiczów miałem świadomość że takie działanie może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Wyartykułowałem jednak, że 31 grudnia i 1 stycznia używanie materiałów pirotechnicznych nie narusza żadnego prawa, a my sami nie mamy żadnych złych intencji i specjalnie wybraliśmy to miejsce, by możliwie nikogo nie drażnić. Po paru wypowiedziach, pani była już spokojna, a w jej słowach pojawił się nawet element wyrozumiałości, jednak jej mąż dalej się pienił, wygrażał się i popisywał słownictwem, jak również kulturą. Wróciłem do niego i w jakiś sposób w drodze uległości zahamowałem spór. Inaczej niczego nie dało się zrobić. Na koniec złożyłem jeszcze dla formalności krótkie życzenia (nieszczere), które państwo odwzajemnili i podobnie jak my, odeszli w swoją stronę. Konflikt był zażegnany (nie do końca, zaraz dowiecie się dlaczego), ale mój nastrój się popsuł. Było mi najzwyczajniej w świecie przykro, że tego dnia, na który tyle czekałem, i który miał być udany w stu procentach, spotkała mnie przykrość. Gdyby to się stało każdego innego dnia – trudno, nie mieli racji, ale nie będę płacił za ich głupotę swoim nastrojem. To był jednak jeden z moich dwóch ulubionych dni, miałem wręcz wymarzony stuff zbierany od marca i cieszyłem się z Sylwestra jak Farasz, kiedy wybuch emitera zmiata go z powierzchni ziemi, a tu taki popis chamstwa. Kiedy jechałem na pierwsze strzelanie byłem cały w skowronkach, a cały świat widziałem w różowych okularach, podczas gdy w drodze powrotnej czułem się, jakby do porannej kawy ktoś dosypał mi arszeniku zamiast cukru. Nie należę do osób, które potrafią się niczym nie przejmować i sposępniałem. Dziękuję Piropiotrowi za to, że mnie trochę pocieszył. Nam obu przyszła ochota na to, żeby odnaleźć tych ludzi i jeszcze z nimi porozmawiać, ale jako że zaszyli się ze swoimi psami gdzieś daleko, a czas mnie gonił, zrezygnowaliśmy. Jak się później okazało, wspomniani ludzie wrócili godzinę później i po powrocie ze spaceru chodzili od domu do domu w okolicy niczym Świadkowie Jehowy, skarżąc się na nas i szukając sprzymierzeńców, prosząc o zgłaszanie nas na Policję. Na koniec naszego spotkania, odebrałem jeszcze od Piotrka rurę do szelek 2’’ z fiberglassu, a później wróciłem do siebie. Pogoda była wtedy gorsza niż wcześniej (zupełnie jak mój nastrój). Słońca nie było już co oczekiwać, a na szybę spadały pojedyncze krople deszczu. Prawie straciłem radość, a dzień dzisiejszy jawił mi się jako zwykłe, szare popołudnie. Nie chciałem jednak robić z siebie męczydupy i zanim wszedłem do domu, w ogrodzie odpaliłem jeszcze korsarza, który wydał mi się głośniejszy tu niż na łąkach. Może to kwestia innego echa. Zwróciłem uwagę na to, że w czasie mojej nieobecności stopił się śnieg – już tylko gdzieniegdzie na polach było widać „białe kałuże”. Poszedłem popisać coś na forum, zjeść tradycyjny polski niedzielny rosół, a potem jeszcze obejrzeć pokaz w Sydney (czyli punktualnie o 14:00). Cały czas prowadziłem systematyczną wymianę informacji na temat wcześniejszego zajścia i nie tylko, z Piotrkiem. Takie natężenie połączeń telefonicznych jak między nami, po raz ostatni stwierdzone było między Moskwą a Waszyngtonem podczas kryzysu kubańskiego w 1962 roku. Co chwilę powtarzały się coraz głośniejsze wybuchy petard. Było słychać, że ktoś w okolicy bawi się już grubszym kalibrem, a nie „piro kopą”. Można było poczuć prawdziwy entuzjazm, kiedy po ziemi niosły się tak basowe echa. Przed 15-tą zebrałem się na już ostatni w roku wyjazd – pojechałem spotkać się ze znajomymi w centrum miasta. Wcześniej jednak przygotowałem cały zapas pirotechniki do wyniesienia na dwór. Być może wiecie, że prezydentowi Stanów Zjednoczonych, nieustannie towarzyszy ochroniarz, niosący za nim pilnie strzeżoną walizkę, w której znajdują się kody do broni jądrowej. Ktoś taki przydałby się mnie, ale zamiast haseł do broni masowego rażenia, w takiej walizce znajdowałaby się kartka z wypisanymi miejscami, gdzie przechowuję wyroby pirotechniczne. Musiałem wziąć – petardy spod ściany w pokoju, szelki ze strychu, moździerz z szafki na stare zeszyty na strychu, reklamówkę z „luźnymi petardami” z komody na poddaszu, pirobajery z pudełka po butach w piwnicy, i przeniosłem całość do przedpokoju, aby było mi wygodnie to wydobyć i po powrocie wziąć się od razu za strzelanie. Kolejno udałem się na wspomniane spotkanie. Byłem w galerii handlowej, gdzie wciąż trudno było znaleźć miejsce na parkingu podziemnym, mimo że na ulicach było dosyć luźno. Spotkanie, na którym wymienialiśmy się doświadczeniami z gry w geocaching z mijającego roku potrwało zaledwie około pół godziny, po czym o 15:30, po odebraniu pamiątkowego drewnianego medalu za kolejny rok zabawy, rozpocząłem powrót. Zmierzając na parking podziemny, na parterze przeszedłem obok stoiska z fajerwerkami Hestii. Jeszcze trzy, cztery dni temu, było wypełnione po brzegi. Wyrzutnie liczyły się chyba w setkach, a zestawów rakiet było tak wiele, że prawie nie było widać filarów na których zostały zawieszone. Teraz wyrzutni było już tylko kilka, podobnie miała się sprawa z rakietami, a w kolejce stało jeszcze kilka osób, które odłożyły sylwestrowe zakupy na ostatnią chwilę. „Jest jeszcze nadzieja, nie wszystkim odwala na punkcie zwierząt” – myślałem. Po krótkiej przebieżce po zatłoczonym parkingu, zacząłem podróż do mojej własnej krainy pirotechniki. Na dworze zaczynało już się ściemniać. Ulice przemierzały już spore grupki imprezowiczów śpieszących z szampanami i innymi, schowanymi głębiej specyfikami na domówki. Jeszcze tylko zdążyć na zielonym świetle i jestem u siebie. Kiedy wysiadłem z auta, od razu zaskoczyły mnie bliskie, basowe wybuchy, przypominające FP3 w czasach świetności. Mniejsze huki dało się usłyszeć już co parę sekund. Zaczynało się. Gdyby nie chmury, widziałbym jak zachodzi słońce. Pośpiesznym krokiem rozłożyłem arsenał na zewnętrznym parapecie okna piwnicy, wysłałem pierwszych parę życzeń do znajomych i rodziny, po czym miałem zacząć zasadniczą część strzelania. W międzyczasie, zaopatrzyłem się w kilkanaście pustaków wziętych z garażu (niepotrzebnie odwlekłem to na ostatnią chwilę, ale uwierzcie, po poprzednim powrocie w ogóle nie miałem apetytu na strzelanie). Trochę się nabiegałem tam i z powrotem, bo miałem aż trzy stanowiska do przygotowania – jednostrzałowe, moździerzowe i szelkowo-wyrzutniowe. Wszystko miało się dziać na obszernym i idealnie symetrycznym kawałku pola przed moim domem, otoczonym zewsząd domami (przyjaznymi), co korzystnie wpływa na odbieranie huku i echo. Śpieszyłem się, bo z powodu zachmurzenia dosyć szybko zapadał zmrok, a chciałem jeszcze się trochę pobawić przy dziennym świetle, którego wkrótce miało zabraknąć. Każdą cegłę, w trosce o bezpieczeństwo swoje i innych, kładłem bardzo ostrożnie. Stanowisko do odpalania dużych szelek wyposażyłem w aż sześć cegieł. Zerknąłem na aplikację mierzącą aktywność fizyczną, która już o tej porze, jeszcze przed gorączką niedzielnej nocy, pokazywała 10000 kroków. Niestety, przeszkodziło mi znowu to samo, co przyprawiło mnie o lęk i niepewność wczesnym rankiem. Poczułem spadające krople deszczu. Faktycznie, na niebie wisiała ciemna i niska chmura, której końca nie było widać. Z jednej strony pocieszałem się faktem, że nie jestem z cukru, lecz z drugiej – wolałbym bawić się w innych warunkach. Na chwilę przycichły dźwięki eksplozji. Ja też tymczasowo się powstrzymałem. Zrobiło się dosyć mroczno. Niebo miało kolor ołowiano-szary (miejscami niepokojąco ciemny) i zapadła cisza. Myślałem nie tylko o tym, żeby przestało padać, lecz chciałem też, by zrobiło się ciemno i paskudna chmura znikła mi z oczu. Na szczęście mżawka szybko się skończyła. Punktualnie o 16:11 na niebie zobaczyłem pierwszy efekt – wybuch rakiety z żółtymi, migoczącymi gwiazdkami. Na nowo wzmogły się dźwięki petard, ja zaś postanowiłem rozpocząć strzelanie od prostego porównania wszystkich rodzajów petard od najsłabszej do najmocniejszej. To jest taki moment, kiedy czuć pewną więź z tymi wszystkimi, którzy w tej chwili również odpalają fajerwerki, mimo że ich nie znam ani nie wiem dokładnie gdzie są, dialog bez słów. Chce się odpowiadać każdemu z osobna, choć i tak wiadomo, że moje huki znikną pośród setek innych. Trzeba jednak działać. Wcześniej wypisałem sobie je w odpowiedniej kolejności na kartce, jednak ciemność zaczęła zapadać tak szybko, że pod koniec listy musiałem wytężać wzrok. Latarka czołowa z regulowanym światłem okazała się artykułem pierwszej potrzeby. Wprawdzie kupiłem ją z myślą o zastępowaniu lampki w rowerze w razie wyczerpania jej baterii i chodzeniu po jaskiniach, ale okazała się być niezawodnym akcesorium także podczas odpalania petard. W czasie testowania dwukrotnie przerywałem, bowiem widziałem że pies lubianych przeze mnie sąsiadów zamieszkujących 60 metrów dalej chodzi jeszcze po podwórku i bardzo się boi, a jego właściciel wychodzi na podwórko. Poczekałem parę minut aż do czasu, kiedy zamknął owczarka niemieckiego w przedpokoju i zapalił mu światło. Potem jeszcze przerwałem, bo wydawało mi się że ktoś stoi na drodze dojazdowej do mojego domu i wpatruje się we mnie. Przyczajony za drzewkiem wyjrzałem w tamtą stronę i okazało się że po wcześniejszym incydencie mam najzwyklejsze przywidzenia, a ową „postacią” jest niedawno wbity filar płotu budowanego i jeszcze niezamieszkałego domu (poleci ktoś dobrego psychiatrę? nie musi być wykwalifikowany).Tymczasem ciemność stawała się coraz głębsza, a kolorów na niebie pojawiało się coraz więcej. Doszło do bardzo ciekawej sytuacji. W odległości około kilometra ode mnie ktoś odpalił wyrzutnię, w której poznałem efekt „Kasjopei” (lub jak kto woli „Foxa” z Biedronki), zaś po paru sekundach w tym samym rejonie odpalony został Mars od Jorge. Dzięki temu zbiegowi okoliczności przez chwilę miałem szczęście i okazję podziwiać te dwie baterie jednocześnie, i powiem Wam, że jak na odległość jaka dzieliła mnie od miejsca ich pokazu, rozmiar efektów był całkiem pokaźny. Bardziej na prawo, co chwilę w powietrze wzlatywała jakaś rakieta. Muszę tu jednak podkreślić, że ten rodzaj wyrobów pirotechnicznych, zupełnie zginął tej nocy pośród niezliczonej ilości wyrzutni. Na moim „poligonie” nadal przelatywały mocne petardy. Co prawda, na parapecie obok nich spoczywały również zapomniane petardy draskowe i małe lontowe, uznałem jednak że odpalanie takiej drobnicy po zmroku w Sylwestra, kiedy dookoła można podziwiać ferię barw i efektów, byłoby pewnego rodzaju złamaniem niepisanego pirotechnicznego savoir-vivre (tzw. „faux pas”). Mocniejsza artyleria przed wybuchem odbywała lot nad ogrodzeniem i lądowała w koszonej raz na rok trawie trochę zaniedbanej łąki. Po chwili mogłem ujrzeć nieśmiałe pojawienie się flary, a po jej zgaśnięciu kilkakrotnie mogłem odczuć niepokój. Wybuchnie czy nie wybuchnie? Na szczęście w znakomitej większości przypadków poprawną odpowiedzią okazywała się ta pierwsza, i w chwili eksplozji wszystkie dźwięki świata traciły swoje znaczenie. Szczególne wrażenie wywarły na mnie Bum Bumy (mam nadzieję, że w tym roku uda mi się gdzieś je dorwać). Ich zielonkawa flara jest taka słaba, jakby przygaszona, ale huk? Prawie się potknąłem, z takich petard można robić masclety jak na Las Fallas w Walencji! To oczywiście daleko idąca przesada, ale prawdą jest że te petardy mnie wręcz zszokowały. W mojej dzielnicy ktoś zaczął mi odpowiadać (może to Szymon?).Coraz częściej pojawiające się w obliczu zapadnięcia całkowitej ciemności efekty wciąż ukazywały się jednak dosyć daleko. Były jeszcze nieregularne. Zdarzały się takie chwile, kiedy nie było wiadomo który kierunek świata odzywa się najczęściej, jak również krótkie momenty wyciszenia, kiedy można było zapomnieć o dzisiejszej dacie. Uwagę zwróciły kostki z bardzo długim glitteringiem. Po trochę ponad godzinie zabawy, która upłynęła głównie na dziurawieniu podłoża petardami i hukowych eksperymentach, przyszedł czas na przerwę, w celu uzupełnienia kalorii (zostało jeszcze trochę świątecznej szynki). Nie potrzebowałem zagrzania (cokolwiek mogłoby to znaczyć ), bo ten dzień i wieczór były wyjątkowo ciepłe. Według Ogimetu, temperatura maksymalna 31 grudnia wyniosła całe siedem stopni na plusie, a spadku poniżej zera nie było przez całą noc sylwestrową. Prócz chwili wytchnienia posłuchałem sobie też trochę muzyki, która na dobre wpędziła mnie w imprezowy nastrój tego niezwykłego wieczora i przegoniła resztki zmartwień. Poczytałem jeszcze wiadomości, bo wcześniej nie miałem na to czasu i – oczywiście – sprawdziłem forum. Prawie wszystkie powiadomienia dotyczyły nowych postów na pirotechnicznych grupach. Raz, dla pewności, musiałem skontrolować wyglądając przez okno, czy pogoda nie obraca się przeciwko mnie, zaniepokoiła mnie bowiem krótkotrwała chwila ciszy. Na dworze było jednak sucho. Po około godzinie, z błogiego letargu w „kąciku muzycznym” wyrwał mnie bliski huk. To była rakieta, którą później zidentyfikowałem jako JR24 (znalazłem kawałek poligrafii w swoim ogrodzie). Chwilę potem następna atrakcja – wyrzutnia. Szybkim sprintem podbiegłem do okna, ostrym ruchem podniosłem roletę, i zobaczyłem ostatnie tchnienia baterii puszczanej przez jednych z moich głównych rywali w każdego Sylwestra. Z okna nie mogłem ich zobaczyć, bo ich dom, znajdujący się jakieś 50 metrów dalej, zagradza stojący wcześniej mały apartamentowiec. Lata doświadczenia nauczyły mnie jednak, że ci ludzie nigdy nie poprzestają na jednej baterii, dlatego tych kilkanaście wystrzałów potraktowałem jako wezwanie do wspólnej rywalizacji. Nie musiałem sobie tego powtarzać dwa razy, i już po minucie, w pełnym rynsztunku, stawiłem się na zewnątrz. Na początku zaakcentowałem swoje wyjście Crazy Robotsem. Dosłownie parę sekund później nad dachami ukazała się rakieta. Jedna, a zaraz potem druga. Usłyszałem też, że na podwórko apartamentowca wybiegły podekscytowane dzieci, chcące obejrzeć fajerwerki. Dodatkowo zachęcony tym faktem, wyciągnąłem pierwszy efektowny fajerwerk – single shota z wyrzutni „Anarchy”. Nie wiedziałem na jaki efekt trafię, ale byłem przekonany że nie zawiodę się na nim. Słusznie, bo efekt cracklingu, który wylosowałem, przykrył całe niebo. Poleciały kolejne jednostrzałówki, na które konkurent odpowiadał małymi wyrzutniami. Nie były może szczególnie okazałe, ale moją szczególną uwagę przykuła wyrzutnia o kalibrze 20 milimetrów, w której finale znalazły się trzy głośne strzały salute, jak również kostka z crackingiem przypominającym bardziej rybki (wprawdzie nie uciekające). Z satysfakcją stwierdziłem jednak, że to wystrzały sponsorowane przeze mnie, przynoszą publiczności więcej uciechy. Idąc do mojego zbudowanego z czterech cegieł stanowiska do jednostrzałówek, obok którego postawiłem również składające się z czterech cegieł stanowisko do mniejszych szelek, zauważyłem że ktoś stoi przy oknie apartamentowca i przygląda się moim popisom. Zły humor został wyleczony. Zdobyłem się również na czynność, na której wykonanie długo czekałem. Odpakowałem pierwszą szelkę z kupionego w ostatnich dniach przed wejściem w życie ustawy CE moździerza, starannie włożyłem ją do rury, i odpaliłem lont. Trafiła mi się zielona piwonia, która rozbłysła wysoko, a mimo to żarzące się fragmenty pocisku opadły na ziemię, a huk przez kilka sekund rozchodził się w powietrzu. Byłem usatysfakcjonowany zarówno głośnością wystrzelenia ładunku, jego efektem, jak również dokonaniem wtedy, pół roku temu, dobrego wyboru. Zadzwoniłem do Piotrka, aby zdać mu na żywo możliwie jak najlepszą relację, oczekując podobnej z jego strony. Opisałem wszystko co widziałem obok siebie, jak również rywalizację z konkurentem, który po pewnym czasie zawiesił broń. Muszę nieskromnie przyznać, że komentuję pirotechniczne pojedynki lepiej niż Tomasz Hajto mecze naszej reprezentacji w piłce nożnej (teraz sobie uświadomiłem że w tym roku mamy mundial!) W tym czasie pierwsza fala wieczornego strzelania osiągała apogeum. Błyski fajerwerków było widać z każdej strony, a na szczególną uwagę zasługiwały wyrzutnia kątowa z mieniącymi się ciemnozłotymi palmami, jak również powtarzający się niemal wszędzie gęsty crackling. Kiedy uświadomiłem sobie, że już teraz setki ludzi demonstrują swoją pirotechniczną siłę, uznałem że nie można dłużej czekać. Z kartonowego pudełka wyciągnąłem pierwszą z ośmiu szelek dwucalowych. Na dobry początek – czerwona fala. Ze względów bezpieczeństwa, rurę ustawiłem trochę dalej niż pozostałe stanowiska do strzelania, w głębi niewielkiego pola, i dla pewności obstawiłem ją nie czterema, lecz sześcioma pustakami. Ostrożnie odbezpieczyłem lont, włożyłem ładunek do środka, upewniając się czy uczyniłem to prawidłowo, zapalniczka w dłoń i uciekamy. Byłem trochę stremowany, bo to największy ładunek jaki dotąd odpalałem. Byłem wtedy w kontakcie z kolegą Szymonem, który mieszka na zboczu góry, około kilometr ode mnie, i miał szansę to zobaczyć. Choć oczekiwałem długiego zapłonu, już po kilku chwilach szelka z hukiem wyleciała w powietrze. Poszła bardzo, ale to bardzo wysoko, aż jej światło zaczęło wizualnie przygasać, i wtedy wybuchła, zakrywając pół nieba przepięknym efektem. Nie tylko sam się zachwyciłem, lecz również usłyszałem głos zachwytu w słuchawce, eksplozję takiego ładunku dało się bowiem z pewnością zobaczyć nawet z dużo większego dystansu. O godzinie 19:30, po uprzednim wystrzelaniu jeszcze wielu petard hukowych, zakończyłem kolejną część swojej zabawy i wróciłem do domu na herbatę, „Wiadomości” i orędzie noworoczne Prezydenta RP. Późniejsze chwile wyśnienia upłynęły na zabawie w rytmie „Miłości w Zakopanem”, „Despacito” i innych podobnych kawałków, którymi uraczono nas tego wieczora. W tak zwanym międzyczasie podziwiałem fajerwerki odpalane w najróżniejszych miejscach, oddając się kolejnej dyscyplinie olimpijskiej, jaką jest bieganie od okna do okna. Na kilkanaście minut przed 21 wyszedłem na przedostatnie, i jednocześnie najdłuższe strzelanie, trwające ponad dwie godziny. W końcu zostało mi jeszcze dużo rzeczy do zabawy. Tym razem kilku petard użyłem jedynie na samym początku, a w późniejszym czasie pozostałem przy fajerwerkach dających kolorowy efekt na niebie. Było bardzo widowiskowo, na tyle, że co chwilę zwoływałem rodzinę na balkon. Musieli się nagonić, bo co chwilę przychodzily mi do głowy nowe pomysły, a Staff wydawał się z tego miejsca większy niż kiedykolwiek wcześniej. Duże uznanie zdobyły zarówno szelki, fontanna Vesuv, jak i single shoty, z dezaprobatą spotkał się natomiast odpalony „na pokaz” Crazy Robots. Według mojej widowni to było straszne, koszmarnie głośne. Trochę racji w tym chyba jest, bo stojąc zaledwie odrobinę bliżej niż zwykle, poczułem na sobie podmuch. Odpaliłem również kolejną szelkę dwucalową, tym razem z efektem flower wave, który wywarł na mnie bardzo duże wrażenie – jak na profesjonalnym pokazie. Byłem oszczędny w używaniu największych szelek, miałem bowiem zamiar popisać się nimi też o północy, a jedną zostawić na zawsze na pamiątkę. Kiedy zostałem już sam, postanowiłem pouwieczniać trochę swojej zabawy na zdjęciach. Wtedy zwróciłem uwagę na coś bardzo miłego. Niebo pojaśniało i z dziury w chmurach wydostał się Księżyc zbliżający się do pełni. Ten sam, który był widoczny na nagraniach z dalekiej Australii i Hongkongu, postanowił zabawić również u nas. Fajerwerki o różnych efektach pięknie komponowały się z jego przyjaznym światłem i stawały się jeszcze piękniejsze, zyskując dodatkową „ białą gwiazdę”. Zadzwoniłem jeszcze zapytać co słychać u znajomych piromaniaków. Ten mieszkający bliżej mnie, zalecił mi, abym pozostał jeszcze na dworze, bo za chwilę zacznie swoje strzelanie. Faktycznie, podpierając się otrzymanymi od niego szczegółami, najpierw zobaczyłem rakietę Best, później wyrzutnię Seul, następnie Tybet, a na koniec znana mi już dobrze Suchumi – wszystko od Komety. Nie sposób było jednak skupiać się tylko na jednym punkcie nad widnokręgiem, bo strzały dobiegały z każdej strony. Znowu odezwali się bliscy prawie-sąsiedzi (tym razem nie ci, z którymi najbardziej konkuruję). W niebo poszła wielostrzałowa (ponad 50) wyrzutnia 20mm. Powiem Wam, że to jest całkiem ciekawe rozwiązanie, aczkolwiek ta konkretna kostka specjalnie mnie nie zachwyciła. Na większą uwagę zasłużył „konkret” z chmurą crackingu, odpalony kawałek dalej, dokładnie naprzeciwko mnie „Chyba tej nocy nie będę oryginalny” – myślałem. Miało to swoje uzasadnienie, bo crackling i złote palmy, będące w tym roku moim „point phare”, święciły w tym roku wielkie triumfy. Szukając dobrych punktów obserwacyjnych krążyłem po całej okolicy. Pod koniec mojego pobytu na zewnątrz, kiedy w moim otoczeniu zaczynała się już „cisza przed burzą” i o Sylwestrze przypominały tylko odległe, przytłumione trzaski, poszedłem jeszcze na swoją ulicę, aby pozbyć się wirującej drobnicy. Przez ponad dziesięć minut nie przejechał ani jeden samochód, choć było dopiero około 22:30. Stężenie klimatu sięgało maksimum. Odpaliłem włożonego w usypaną ziemię obok budowanego chodnika single shota, po czym wróciłem na swój poligon, gdzie po kilku petardach i mniejszych szelkach, postawiłem ostatni krok do północy ostatnimi sztukami pocisków triplexowskiego moździerza. Ktoś mi odpowiadał, bo widziałem kilka niedużych rakiet wylatujących z pobliskiego lasu. Kiedy nastała „cisza przed burzą”, jako ostatnią rzecz, odpaliłem jeszcze jedną szelkę flower wave, oraz wyciągnąłem z opakowania ostatnią szelkę z moździerza, po czym załadowałem ją do rury, by była już gotowa na ostatnie strzelanie. O północy chciałem bowiem użyć wszystkich rodzajów swojej amunicji. Na koniec posłuchałem jeszcze muzyki siedząc na świeżym powietrzu. O 22:50 wróciłem do domu, gdzie głównym tematem była godzina wyjścia na ostateczne strzelanie. Mogłem porzucić wszelki lęk związany z pogodą, bo oprócz Księżyca, na niebie zaczęły pokazywać się także gwiazdy, z odwiecznym stróżem zimowego nieba – Orionem. Miło pomyśleć, że w ciepłe, letnie noce, w tym samym miejscu gdzie teraz montuję fajerwerki, będzie stał teleskop zerkający tam, gdzie czas nie ma znaczenia. W ostatnich kilkudziesięciu minutach zdecydowałem ostatecznie, jak zorganizuję główny pokaz, zerwałem wierzchnie folie z baterii, pośmiałem się z politycznych memów, wysłałem trochę życzeń, trochę porozmawiałem przy choince i pooglądałem telewizję. Po raz pierwszy podjąłem decyzję, aby odpalić fajerwerki o północy. Zdecydowałem się na to dlatego, że rok temu zacząłem pokaz zbyt wcześnie, mniej więcej o 23:40. Kiedy moja największa wyrzutnia – Kewlar – wystrzeliwała finał, była 23:53, i harmider dookoła dopiero się zaczynał, a co za tym idzie – widownia mogła być większa. Tym razem decyzja o wyjściu zapadła dopiero o 23:50. Po uprzedniej konsultacji jedną wyrzutnię zdecydowałem zostawić na przyszły rok (ale w tym roku już nie ma zmiłuj). Bezpośredni impuls do wyjścia na główną część zabawy, stanowiły bardzo nasilające się huki. Jeszcze o 23:45 było dosyć cicho, a około 23:50 wręcz zerwały mnie silne wybuchy gdzieś niedaleko. W pomieszczeniach mimo włączonego światła było widać błyski odbijające się od ścian. Jako, że miałem do udźwignięcia jedynie trzy kostki, nie brałem żadnej skrzynki, lecz wziąłem wszystko na raz, rękami. Rodzina miała zaraz do mnie dołączyć. Kiedy kładłem wyrzutnie na ziemi, pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, były piękne, różnokolorowe i migoczące efekty wyrzutni puszczanej po mojej lewej stronie. Mieszkający tam ludzie nigdy nie szczędzą pieniędzy na fajerwerki, ale tym razem milczeli wieczorem (co mnie trochę niepokoiło), a uaktywnili się dopiero na parę minut przed „godziną zero”. Wyrzutnia już kończyła strzelać, a wokół niej, jak grzyby po deszczu, zaczęły wyrastać kolejne, kiedy coś dziwnego przykuło moją uwagę. Coś jasno świeciło na końcu drogi dojazdowej do mojego domu. Z racji tego, że mieszkam na niewielkim wzniesieniu, nie widziałem co to, aż po chwili moim oczom ukazały się światła samochodu. Przez chwilę myślałem, że ktoś zabłądził i skręcił w niewłaściwą drogę (co często się u mnie zdarza), ale ten kierowca przemieszczał się zdecydowanie i szybko w moim kierunku. Nagle zobaczyłem, że na dachu pojazdu jest podświetlony napis. Taksówka? Nie, przecież to policja! Ani przez chwilę nie czułem żadnych obaw, był przecież Sylwester, w dodatku prawie północ (zresztą i tak wolałbym spotkanie z policjantem niż ze wściekłym „obrońcą zwierząt”, tak jak było za dnia). Byłem zdziwiony i zaciekawiony o co chodzi. Radiowóz zatrzymał się obok mnie i uchyliły się szyby. „Czy nie widział pan kogoś podejrzanego, obcego, kto by się kręcił tutaj po okolicy?” – usłyszałem. Odpowiedziałem przecząco, bo ostatnią godzinę spędziłem nie wystawiając nosa z domu, natomiast wcześniej podczas mojego pobytu na dworze, nie widziałem żywego ducha, a jedynym dowodem na to, że okolica nie śpi, były wzbijające się co chwilę w niebo fajerwerki. Życzyli szczęśliwego nowego roku i na koniec spojrzeli jeszcze na moje wyrzutnie, spoczywające już na ziemi i czekające na odpalenie (dobrze że nie widzieli szelek 2” xD). Zrobiło mi się ich żal. Na pewno woleliby spędzić ten czas w rodzinnym gronie, i tak jak ja odpalać fajerwerki, a musieli jeździć po bawiącej się okolicy i kogoś szukać (później okazało się, że szukali kierowcy, który z impetem wjechał w jedno z ogrodzeń przy mojej ulicy, po czym zbiegł z miejsca wypadku). Na niebie trwał już prawdziwy popłoch. Dosłownie z sekundy na sekundę ilość wybuchów rosła, a wyrzutnia rodziła wyrzutnię. Zieleń mieszana z crackingiem u sąsiada rozświetlała podwórko tak, że byłem w stanie rozpoznać wszystkie drzewa w promieniu kilometra. Ze wszech stron dobiegały mnie nieustające huki i gwizdy, a efekty rozkładały się na kilku poziomach. Nawet otaczające niebo delikatną mgłą, wysokie stratusy zdawały się odbijać część światła. Była 23:53. O tej godzinie odpaliłem gwizdki, których używam w celu „zaalarmowania” oklicy, małą szelkę z seledynowym efektem, potem dwie duże szelki z efektem golden willow, które zostały skwitowane jednym słowem – „piękne”, a potem przeszedłem już do najbardziej oczekiwanych wyrobów - kostek. Na pierwszy rzut poszła Piza od Komety, a później oszałamiająco piękny Equalizer. Napiszę o nim osobny post, ale chwalenia tej wyrzutni nigdy za wiele! Po zakończeniu jej pracy podziwiałem wszystko, co rozprzestrzeniało się dookoła. Fajerwerków było więcej niż rok temu, tyle że traciło się w tym wszystkim orientację. Chmury błyszczały od fajerwerków, jakby trwała potężna burza, a wszystkie światła pojawiały się same z siebie. Biel i srebro dominowały, ale wielokrotnie zauważałem też ciemne złoto i zieleń. Wtedy coś mnie tchnęło. Sprawdź godzinę! Wyciągnąłem telefon, zastanawiając się, czy zdążymy na odliczanie, ale było za późno. Stary, dobry rok pożegnał się z nami bez „do widzenia”, a rok stulecia polskiej niepodległości, wielka niewiadoma, nadszedł znienacka. Na ekranie widziałem tylko cztery zera i datę – poniedziałek, 1 stycznia. Wysłałem przygotowane wcześniej życzenia do pewnej osoby i przez chwilę wpatrywałem się w otoczenie. Nie tylko fajerwerki stwarzały cudowny nastrój. Na niebie, za nielicznymi, mglistymi chmurami wysokiego piętra, połyskiwały gwiazdy konstelacji Oriona, nad którego „głową” na bawiących się ludzi spoglądał Księżyc. Tak pięknego nastroju nie było nawet rok temu. Wtedy było wprawdzie bezchmurnie, ale o północy próżno było szukać Srebrnego Globu, jedynie wieczorna Wenus dawała wyjątkowy nastrój. To był symboliczny obrazek – fajerwerki odmierzające upływ dwunastu miesięcy, połyskiwały na tle tego dalekiego, nieskończonego świata, tam gdzie nasz długi rok jest jak „czwarta część mgnienia”, jak pisał kiedyś Daniel Naborowski… Życzyłem sobie, aby w nowym roku pogodnych nocy było jak najwięcej, abym miał więcej niż w minionym roku okazji do praktykowania mojej innej pasji – astronomii. Dwie minuty po północy postawiłem kropkę nad „i”, odpalając fenomenalną wyrzutnię Samum. Moje fajerwerki się już prawie skończyły, ale wokół pirotechniczne święto trwało w najlepsze. Gdzieś niedaleko rozległ się nietypowy, głośny i bardzo długi świst, od którego aż zabolały uszy. Moi konkurenci wystawili do boju trochę małych wyrzutni i dwa konkrety, jednak trochę niższej klasy. Lepiej dawano sobie radę z drugiej strony – tam jednak było intensywnie, a krótko. Poszło kilka mocnych wyrzutni z różnych domostw. Nad horyzontem w kierunku południowym wybuchły dwie duże, czerwone szelki. W innych fragmentach widnokręgu nie dało się nie zauważyć licznych baterii kątowych. Widziałem jak trochę dalej kolega Szymon odpalał pięknego Kryptona, który przykuwał uwagę nawet w obliczu innych, niezliczonych blasków. „Ciekawe co teraz robi ten, który chciał mi to zepsuć” – pomyślałem. Około dziesięciu minut po północy, kiedy natężenie strzelania zaczynało powoli maleć, wróciliśmy do domu na życzenia i toast szampanem. Podczas tych czynności widziałem jeszcze, jak nad pobliską rzeką ktoś odpalił przepiękną wyrzutnię. Miała na pewno sto strzałów, a jej efekty były tak różnorodne i rozłożyste, że w jednej kostce mogłem zobaczyć chyba wszystkie możliwe efekty – od wirów, przez kolorowe gwiazdy, aż po rozłożyste palmy i zwieszające się ku ziemi wierzby. Majstersztyk. Tak kończyła się wspaniała zabawa. Nie czułem jednak z tego powodu smutku, jak nawet w ostatnich dwóch latach, lecz miałem poczucie spełnienia. Nie można jednak zapominać też o tym, że zmieniliśmy datę, toteż porozmawialiśmy w rodzinnym gronie o naszych tegorocznych planach (a trochę ich jest) i powspominaliśmy stare dzieje. Przed pierwszą zadzwoniłem do znajomych piromaniaków, aby zapytać o wstępne wrażenia, a później, po umyciu się, oglądałem jeszcze końcówki telewizyjnych koncertów. Kiedy tylko zamykałem oczy, nadal widziałem przed sobą lecące ku niebu i rozbijające się komety… Byłem wypełniony energią, aż nagle, po drugiej w nocy, zaczął morzyć mnie sen. Nie czekałem już na pokaz w Rio de Janeiro, który obiecałem sobie obejrzeć za dnia, po czym poszedłem spać. Kiedy o trzeciej w nocy spojrzałem ostatni raz przed okno, zobaczyłem kładącego się spać Oriona. To gwiazdozbiór zimowy, który o tej porze, mimo że dopiero zaczyna się styczeń, zaczyna już robić miejsce konstelacjom wiosennym; tak jakby chciał przekazać, że czas do wiosny zleci nam w okamgnieniu (w sumie nie wiem czy tego chcę, bo matura). W tym samym czasie, o trzeciej, usłyszałem ostatnią wyrzutnię, i zapadłem w sześciogodzinny sen – coś zasłużonego po dniu pełnym wrażeń. Miałem prawo być trochę zmęczony, bo według aplikacji mierzącej moją aktywność fizyczną, 31 grudnia ubiegłego roku zrobiłem 23685 kroków (dla porównania, rok wcześniej było ich „tylko” trochę ponad 16 tysięcy). Tak jednak należało zwieńczyć bardzo aktywny fizycznie rok. Sylwester był już zamkniętą kartą, owa karta była jednak niczym baśń, która na zawsze zostanie w pamięci jako coś magicznego. Czy to był najlepszy Sylwester? Myślę, że mimo niemiłego incydentu tak. Spełniłem kilka pirotechnicznych marzeń, o niczym nie zapomniałem, zrobiłem wszystko co zaplanowałem, i przede wszystkim – dobrze się bawiłem. Bo chyba na tym każdemu z nas zależy najbardziej… Mam nadzieję że dzięki tej relacji poczuliście choć małą cząstkę niezwykłego klimatu tego wyjątkowego dnia. Serdecznie pozdrawiam w szczególności niezastąpionego i jedynego w swoim rodzaju Piotrka (piropiotr223), dzięki któremu ten dzień był zdecydowanie lepszy i przyjemniejszy niż przy każdych innych okolicznościach, no i bardzo mi pomógł w zdobywaniu swojego arsenału przez cały rok, Mpiego za przegonienie deszczowych chmur i Was wszystkich J Jednocześnie przepraszam za zaśmiecenie forum. Capodanno (Piotrek) 5 stycznia 2018 roku, godzina 22 Premierę na forum planuję na listopad
  26. 4 points
    Wczoraj firma Gaoo obchodziła swoje 10 urodziny. Zaprezentowano wiele ciekawych pozycji, które z pewnością będą cieszyć się sporym zainteresowaniem w nadchodzącym sezonie. Zwłaszcza seria produktów Hammer w nowej odsłonie, która naszym zdaniem podbije rynek niemiecki. Serdecznie dziękujemy Państwu za zaproszenie. Było nam bardzo miło Mała fotorelacja:
  27. 3 points
    Witajcie forumowicze !!! Mam dzisiaj dla was świetną nowinę, którą chciałbym się z wami podzielić. Planowałem strzelić bardzo duży pokaz na Sylwestra 2022 albo Sylwestra 2023, ale pomyślałem że byłoby lepiej przełożyć to na lato, wynająć lokal, ogarnąć firmę i strzelić na spokojnie pokaz jako spotkanie osób z forumfajerwerki i polskiefajerwerki. Projekt jest na razie w bardzo wstępnym stadium, ale mogę już określić przybliżoną datę i prawdopodobnie będzie to Wrzesień 2023. Jest jeszcze szansa iż może się to udać rok wcześniej (2022), ale musi to być podyktowane moją zdolnością finansową, a na ten moment nie mogę tego stwierdzić z takim wyprzedzeniem. Sam pokaz do tanich nie należy i trzeba się liczyć z kosztem około 22000-25000zł z czego za 10500zł już teraz trochę zakupiłem. Czemu taka decyzja? Po pierwsze, będziemy mieli lato, pokaz w lecie jest dużo przyjemniejszy. Sam odbiór efektów (mniej dymu) jak i ciepła pogoda czynią widowisko dużo lepsze. Po drugie, za projekt będzie odpowiadać profesjonalna firma pirotechniczna. Zapewni nam ona pełne wsparcie przy pokazie przy jednoczesnym zachowaniu mojego scenariusza (Sam zaprojektuję kiedy co ma strzelać). Pokaz również zostanie zgłoszony do odpowiednich urzędów i będzie strzelany w pełni legalnie , będziemy mogli posiadać w nim profesjonalne produkty, a także zostaną zapewnione profesjonalne systemy do odpalania. To również uczyni pokaz bardziej widowiskowym i to jest drugi powód dla, którego chcę to w ten sposób strzelić. Po trzecie jest to również szansa na spotkanie się ze wszystkimi w miłej atmosferze i wreszcie jakieś większe spotkanie forumowe. Mam pewne lokale na oku, które zapewniłyby teren pod taki pokaz, trzeba będzie liczyć się z kosztem myślę że około 200-300zł za osobę. Niestety mówię to mocno w ciemno bo dopiero spytałem o ceny. Oczywiście istnieje opcja takiego pikniku również wraz z noclegiem, tak więc jeśli ktoś wypije po pokazie to może przenocować i na drugi dzień wracać do domu. Wracając jeszcze do samego pokazu, zostanie on strzelony na wzór Mascleta Nocturna czyli Mascletty nocnej wraz z elementami włosko-hiszpańskimi. Bez muzyki. Jest to projekt, który zawsze chciałem zrobić a teraz wreszcie mam okazję uczynić. Tak więc spodziewajcie się ogromnej ilości petard i salutów a także dość unikalnych efektów a także sekwencji. To tyle z mojej strony na razie. Byłbym wdzięczny za zgłaszanie się w temacie, kto byłby chętny na przybycie na taki projekt/spotkanie. Poznałbym dzięki temu orientacyjną ilość uczestników. Każdy jest mile widziany (no prawie haha). PS: Temat będzie aktualizowany, między innymi o zakupy poczynione na pokaz, a także inne informacje organizacyjne. Wstępna lista chętnych: - mpiwowski + 3 osoby - endriu123457 - A & P Pyrotechnics - KrychFire - KamilTM - abuk - Bartosz - mantis - Bartekeuro - wapster - JacuQM - damian7878 - capodanno - FireMexu - superfajerwerki - luk2583 - Muszyna
  28. 3 points
    Hallo meine freunde! Pora odkryć gacie! Nadszedł okres kiedy należy zrobić większy krok w stronę piro! W moim przypadku 3 strefowy pokaz na ponad 50 kanałów Ilość taka a nie inna, dużo większą część wolnego miejsca w domu zajmują kiszonki Hl1030 który kupuje, a nic nie odpala Jak zapewne można zauważyć, dublujące się kostki to nie przypadek! W tym roku Bydgoszcz przeżyje dwa trzęsienia ziemi, dwa pokazy łącznie za ponad 8000zł! Każdy z nas, wsiądzie do swojego pyromobile i uda się do Bydgoszczy w składzie; -Mpiwowski (który musi być oryginalny i przyjedzie na hulajnodze) - KamilTM w raz z KrychFire którzy nadal noszą pas cnoty i nie ukazują cienia planów - Endriu oraz Luk.. ich akurat nie będzie, dali d*py w tym roku, a Abuk..? Abuk z tego co nam wiadomo zaczął pracowac jako striptizer, z powodu zlecenia na imprezie dla emerytek nie będzie w stanie się pojawić Mpiwowski przyjeżdza raczej do nas w innym celu ps. będą same ogolone i ciasne ~KrychFire
  29. 3 points
    Witam wszystkich forumowiczów! Jako, że nadchodzi sylwester chciałem się przywitać i dodać swojego pierwszego posta, przy okazji pochwalić się tegorocznymi zbiorami. Planuje jeszcze jedne zakupy na black friday ( jakieś 2" ) i powinno być wszystko Strzelanie w tym roku szykuje się z kolegami Grubbert i kamils38.
  30. 3 points
    Z czym masz problem jak to dział bazar, co mi z jakichś niemieckich stron, jak ja chcę to od ręki tutaj, a nóż ktoś ma?
  31. 3 points
  32. 3 points
    Żel pod prysznic zrobi robotę, jaki to kaliber?
  33. 3 points
    Tym razem sporo skromniej niż rok czy 2 lata temu, aczkolwiek co nieco udało się zgromadzić Z pewnością wlecą jeszcze drobne zakupy z marketów. Być może pojawi się jakieś małe zamówienie, ale zależy to od tego co zaoferują sklepy na Black Friday.
  34. 3 points
    Strach odpalać, guma pęknie i nieszczęście gotowe
  35. 3 points
    Dzień dobry Korzystając z chwili czasu i z ciekawości postanowiłem sprawdzić, które strony internetowe z fajerwerkami oferują najwięcej produktów w danej kategorii. Jeśli kogoś to interesuje to zapraszam do zapoznania się z danymi. Wybrałem najpopularniejsze sklepy wg mnie, nie przypominam sobie innych znanych stron Liczba produktów może się niewiele różnić (maks. kilka szt.) Wybrałem tylko 3 kategorie bo myślę że w tych właśnie jest najwięcej różnic miedzy sklepami. Wyrzutnie Baterie/emitery Rakiety/zestawy Razem Piroart.eu 791 160 103 1054 Arka 196 98 23 317 Fajerwerki Lider 1142 227 192 1561 Tanie Fajerwerki 477 90 65 632 Fajerwerki market 347 119 51 517 Big Fun 448 90 59 597 Pirohit 118 113 29 260 Piropolska 137 102 32 271 Bezpi. fajerwerki 843 110 132 1085 Wyrzutnie Fajerwerki Lider 1142 Bezpi. fajerwerki 843 Piroart.eu 791 Tanie Fajerwerki 477 Big Fun 448 Fajerwerki market 347 Arka 196 Piropolska 137 Pirohit 118 Petardy Fajerwerki Lider 227 Piroart.eu 160 Fajerwerki market 119 Pirohit 113 Bezpi. fajerwerki 110 Piropolska 102 Arka 98 Tanie Fajerwerki 90 Big Fun 90 Rakiety Fajerwerki Lider 192 Bezpi. fajerwerki 132 Piroart.eu 103 Tanie Fajerwerki 65 Big Fun 59 Fajerwerki market 51 Piropolska 32 Pirohit 29 Arka 23 Razem Fajerwerki Lider 1561 Bezpi. fajerwerki 1085 Piroart.eu 1054 Tanie Fajerwerki 632 Big Fun 597 Fajerwerki market 517 Arka 317 Piropolska 271 Pirohit 260 Widać, że trzy sklepy wyraźnie odstają od reszty w ogólnym rozrachunku. Kolejne 3 przyjmują nazwę średniaków, natomiast 3 następne mają najmniej produktów w tych kategoriach. Jeśli chodzi o pojedyńcze kategorie, ciekawić może pozycja sklepu pirohit w kategorii wyrzutnie, gdzie ma ostatnie miejsce za to w petardach zajmuje on wysokie 4 miejsce. Wychodzi na to że ten sklep wyraźnie stawia na petardy. Z kolei odwrotnie można powiedzieć o sklepie Big fun i Taniefajerwerki.pl
  36. 3 points
    Na Pirohicie także potrafią mieć perełki , a co do wysyłki jednego dnia zamawiasz , następnego dnia paczka jest u Ciebie. Zauważyłem że na forum jest straszna jazda na Machonego ale on jest tylko twarzą tego sklepu a nie właścicielem .
  37. 3 points
    Co do Ad.2 wydaje mi się, że potrzebne jest małe sprostowanie. Mieszanki masowo wysypują się z chińskich petard i tego niestety nie jesteśmy w stanie uniknąć. Dlatego uważam, że jeśli ktoś choć trochę interesuje się fajerwerkami to posiadanie podstawowej wiedzy w tym temacie jest bardzo ważną sprawą chociażby z punktu widzenia własnego bezpieczeństwa jak i osób, które się znajdują w otoczeniu. Krótko mówiąc trzeba mieć świadomość tego co za syf wysypuje się z opakowań, jakie zagrożenia niesie za sobą kontakt z nim i jak się tych zagrożeń wystrzegać. "Tak, we wszystkich petardach jest proch czarny + często dodaje się metal lub tlenek metalu dla zwiększenia mocy." - Większość petard na fotobłysku, które są dostępne w sprzedaży czarnego prochu nie posiadają nawet w loncie. Petardy dostępne na rynku dzielą się na czarnoprochowe i te na fotobłysku. Fotobłysk nie jest żadnym "tlenkiem srebra" tylko mieszaniną utleniacza (nadchloranu lub azotanu) i metalu (aluminium lub stopu aluminiowo-magnezowego). Najczęściej właśnie w petardach chińskich trzecim składnikiem jest wspomniana siarka. Wrażliwy na ładunki elektrostatyczne, a ze względu na obecność siarki - szczególnie wrażliwy na bodźce mechaniczne. W ramach eksperymentu polecam wziąć odrobinę prochu z wadliwej paczki i pouderzać w to młotkiem. Flash banger "A non-metallic case containing metal-based pyrotechnic composition [...] Flash bangers may contain two types of flash composition, either a nitrate/metal- or a perchlorate/metal-composition." Liczę na to, że po przeczytaniu coniektórzy w ramach dbania o bezpieczeństwo wyczyszczą z prochu karton lub reklamówkę wypełnioną kilogramami luźno walających się petard. Zawiało z mojej strony trochę mądraliństwem i nudą... Dosyć pierdzielenia Sorki mantisie. Mam nadzieję, że czytając mój post nie poczułeś się urażony
  38. 3 points
    Kolejne zakupy tym razem na promce w INS Fireworks 5 x rakiety Venom od Piromaxa 8 x wyrzutnia Gobi od Jorge 6 x 90 sekundowy stroboskop od Jorge 15 x 90 sekundowy stroboskop os Piromaxa Czekam na następne promocje
  39. 3 points
    Małe uzupełnienie stuffu o fontanny 5 x Pop Corn od Vivy 3 x Fontannowy Mix od Klaska 3 x Momentum od Vivy 1 x opakowanie Color 100 g. od Klaska 7 x nowość od Piromaxa No Limits świetna , najgłośniejszy i największy cracling na rynku POLECAM
  40. 3 points
    Witamy serdecznie! Sylwester powoli się zbliża, importerzy wystartowali z prezentacjami swoich nowości, a piromaniacy zapewne czekają na Black Friday Jeśli ktoś nie może się doczekać zakupów, to rozpoczynamy pierwszą akcję promocyjną, ale nie dla wszystkich. Promocja jest skierowana do tych, którzy wejdą na nasz najnowszy film na kanale SUPERFAJERWERKI TV i zapoznają się ze szczegółami: Zapraszamy do skorzystania z promocji! Pozdrawiamy! Sklep superfajerwerki.com.pl
  41. 3 points
    100 dni do Sylwestra. Nakręcamy! piroart.eu
  42. 3 points
    Łapcie część po której nastąpiła przerwa 4 sekundowa, wynikająca z szybszej niż z założenia wyrzutni od Gaooo, siostra myślała, że to już koniec więc przestała nagrywać a tu bach, od razu po zakończeniu nagrywania poszło dalej. Jakość lipna bo to nie ten materiał który chce opublikować- na ten czekam od kamerzysty. Ale skoro wszyscy tak pytają o film... Generalnie i tak jestem z tego zadowolony, to było pierwsze strzelanie z MBka, dodatkowo byłem świadkiem na tym ślubie więc poza domem od 10, na salę przybyliśmy o 18, szybka szama, życzenia, odbębnienie swojego i jazda do domu po piro, na miejscu znów o 19:30 i na szybkiego montowanie wszystkiego(ponad 40 szelek 2"...), żeby zdążyć przed 22 strzelić. Udało się, o 21:55 machina ruszyła :P. Pomyłka z SSami wynika z presji czasu- stąd też tak mało zdjęć i brak choćby zdjęć z przygotowań /począwszy od wyznaczenia strefy, po rozłożenie i podłączenie- wszystko na mojej głowie. Pomijam audio, tym zajął się bardzo dobry kolega, choć wyszło amatorsko bo Altusy nie nadają się do takich wydarzeń/ oraz z przegranej walki z komarami Bylo ich tyle, że nie potrafiłem się skupić na poprawnym podłączeniu zapalników pod system... Deet na komary dotarł dosłownie na 5 ostatnich kanałów, także bez szału No i generalnie, wszyscy zadowoleni, więc i ja narzekać nie będę choć jest duuuużo rzeczy do poprawy i przedewszystkim za mało kanałów na systemie haha Dalej czekam na film od kamerzysty, ot co PS, na zdjęciu wyrzutni brakuje dosłownie dwóch baterii, im już zdjęcia nie zdążyłem zrobić :D
  43. 3 points
    mantis - król niekonwencjonalnego podejścia do pirotechniki Czołg pierwsza klasa, naprawdę to już wygląda na coś !!!! Musisz taki stalowy zrobić może by salutami trzepać.
  44. 3 points
  45. 3 points
    Po długiej podróży wracamy tam, dokąd każdy z nas lubi wracać. Dotarliśmy do docelowego miesiąca. W ciągu najbliższych trzydziestu jeden dni czeka nas wiele wspaniałych atrakcji, jakich próżno szukać w innych porach roku. Choć nasze oczekiwanie było długie, tym razem to już nie sen - MAMY GRUDZIEŃ! Wszystkiego najlepszego
  46. 3 points
    Każdy lubi postrzelać w Sylwestra lecz niestety nie każdy ma kasę na piro Robię duże zakupy i zawsze w gratisie dostaje petardy których nie lubię , mam tego sporo mogę oddać osobie której nie stać na stuff od siebie dołożę parę małych kostek Nie chcę nikogo urazić tylko pomóc , jeśli jest taka osoba niech śmiało pisze [ tylko osoby których naprawdę nie stać na piro , ]
  47. 3 points
    Przepraszam, musiałem:
  48. 3 points
    Jorge podczas pierwszych testów rakiet Diabolo [koloryzowane] Trochę historii Początkowo rakiety te miały być wykorzystywane w przemyśle kosmicznym do wynoszenia sprzętu na orbitę lecz zrezygnowano z tego pomysłu po tym jak rakieta eksplodowała zaraz po starcie i pozostawiła na niebie efekt migotania, do tego dochodził nieprzemyślany system zapłonu silnika gdzie trzeba było wysyłać gościa z zapalniczką żeby odpalił lont co skutkowało kontuzjami XD Po tych incydentach Jorge przemianowało te rakiety na fajerwerki to tyle z historii :DD Tak jakoś mnie naszło na mema w nocy
  49. 3 points
    Bartosz jak wchodzi, to od razu z drzwiami
  50. 3 points
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+02:00
×
×
  • Create New...