Używałem przez długi czas lutownicy gazowej firmy dremel, spoko sprawa. Dobre 10 lat temu nie było zapalniczek żarowych, które spełniały by moje oczekiwania. W sumie dobrze by było się rozejrzeć za zapalniczką o mniejszych gabarytach.
Do odpalania przewodowego udało mi się kiedyś nabyć polską zapalarkę typu 1251, a jeszcze wcześniej kondensatorową zapalarkę KPM2. KPM2 ma takie... Wyładowanie z kondensatorów, że pewnie i 100 zapłonników by odpaliła, natomiast to ciężka cholera. Chociaż znów, to że informuje świeceniem lampki o pełnym naładowaniu kondensatora to fajna sprawa. Zapalarka typu 1251 to rozwinięcie radzieckich zapalarek typu PM3 i jest fajna bo niewielka, natomiast swoje waży i faktycznie trzeba dobrze wajchą zakręcić żeby wygenerować odpowiedni prąd. Ktoś by mógł zapytać, ale po co to, jak akumulatorkiem, który waży ułamek ciężaru zapalarek, zapłonniki też odpalają bez problemu. No tak, ale odpalać zapalarką to jest klimat!